Gdy prawda wychodzi na stół
Przez piętnaście minut mówiłam o kwartale, o świetle, o układzie dziedzińca i o tym, dlaczego wszystko zostało zaprojektowane właśnie tak. Kożewnikow słuchał najpierw z pobłażaniem, potem uważniej. Mój współpracownik robił notatki, a moja asystentka wciąż stała przy drzwiach, jakby nie wiedziała, czy wolno jej oddychać.
Jednak atmosfera w sali była już popękana. Kiedy ktoś raz okaże lekceważenie, zostawia po sobie ślad, którego nie da się od razu zetrzeć.
- Kożewnikow zobaczył makietę.
- Ja wyłożyłam założenia projektu.
- On nadal szukał „prawdziwego decydenta”.
