Kto potrzebuje ciężaru? – Poranek, który miał trzymać wszystko w ryzach

 

 

Ostrożna opieka zamiast ucieczki

Minęły dni, a Witek nie odszedł. Nie zrobił awantury, nie trzaskał drzwiami, nie mówił o rozstaniu. Brał urlop bezpłatny i zajmował się mną z uporem, który początkowo brałam za chwilowy zryw. Rano przynosił miskę ciepłej wody, mył mi twarz, czesał włosy, choć robił to niezgrabnie i czasem zbyt mocno. Wieczorami wcierał maść w moją zdrową nogę i plecy, a przy tym opowiadał o zwykłych sprawach, jakby właśnie to miało mnie utrzymać przy życiu.

Ja z kolei byłam rozdrażniona, bezsilna i zawstydzona. Czepiałam się drobiazgów, narzekałam na zbyt słoną zupę albo niedogotowaną marchewkę. Chciałam, by się oburzył, by wreszcie wybuchł. Łatwiej byłoby znieść gniew niż cichą, codzienną troskę.

  • rano podawał śniadanie i pomagał w myciu,
  • w dzień doglądał lekarstw i poduszek,
  • wieczorem zajmował się masażem i domowymi obowiązkami.