Wszyscy wiemy, że owoce pigwowca są twarde jak kamień i ich krojenie bywa męczące. Ja zawsze używam do tego dużego, ciężkiego i przede wszystkim bardzo ostrego noża. Ponieważ owoce potrafią uciekać spod ostrza, dla bezpieczeństwa kroję je na stabilnej, drewnianej desce.
Zdarza się, że mimo potrząsania słoikiem, na dnie zostaje gruba warstwa nierozpuszczonego cukru. Wtedy po prostu otwieram słoik i dokładnie mieszam całość wyparzoną, suchą łyżką. Czasem też celowo zostawiam słoiki w nieco cieplejszym miejscu w kuchni na dodatkowy dzień, w cieple cukier rozpuszcza się znacznie szybciej.
Ponieważ nie pasteryzuję tego syropu, niska temperatura to podstawa. Wszystkie słoiki trzymam w lodówce. Tak zabezpieczony syrop bez problemu wytrzymuje u mnie kilka miesięcy i zachowuje swój świeży, obłędny zapach. Ważne jest tylko to, aby zawsze nabierać go ze słoika idealnie czystą i suchą łyżeczką, dzięki temu nic się nie zepsuje.
Nigdy nie wyrzucam owoców, które zostają na dnie! Są cudownie zamarynowane w cukrze. Dodaję je bezpośrednio do herbaty razem z sokiem. Jest to też znakomity gotowy dodatek do zimowych ciast.