Kiedy Julian oznajmił, że wyjeżdża w podróż służbową, nie miałam powodu, by wątpić w jego słowa. Spakował walizkę, założył koszulę, którą mu wyprasowałam, i wyszedł jak zwykle spokojny, pewny siebie, niemal niedostępny. Ja natomiast postanowiłam wykorzystać ten czas, by odwiedzić Chloe — wdowę po jego najbliższym przyjacielu. Chciałam przynieść jej odrobinę ciepła: domowe ciasto i torbę świeżych wypieków.
Wydawało mi się, że to będzie zwykły, cichy gest wsparcia. Że zapukam do drzwi, porozmawiam z kobietą po stracie i wrócę do domu z poczuciem, że zrobiłam coś dobrego. Jednak już pierwsze dźwięki dochodzące zza drzwi sprawiły, że poczułam niepokój. Ktoś szybko się poruszał. Coś przesunięto. Jakby dom nagle próbował ukryć własną tajemnicę.
