— Wygląda, jakby pana rozpoznawała — zauważyła.
Mateo tylko się uśmiechnął.
— W takim razie będę przychodził dalej.
11 stycznia, po 28 nocach, czytał jej wiersze znalezione w szpitalnej bibliotece. Nagle palec wskazujący Valentiny drgnął. Potem poruszyły się powieki.
Mateo zamknął książkę i wybiegł na korytarz, wołając lekarzy. Gdy do sali weszło kilka osób, on został przy drzwiach, trzymając w dłoniach rysunek Emmy.
Valentina wracała. A pierwsze słowa, które wypowie, na zawsze odmienią życie człowieka, który wszedł tam przez pomyłkę.
To historia o samotności, dobrych intencjach i o tym, że czasem jeden ciepły głos potrafi stać się czyimś ratunkiem.
