Coś było nie tak na korytarzu
Vincent zaprowadził mnie na piętro, gdzie znajdowały się połączone pokoje Lucasa i Leo. Nim zdążył otworzyć drzwi, zatrzymałam się. Poczułam dziwny zapach — delikatny, słodkawy, niemal kwiatowy, ale z czymś sztucznym pod spodem. Zapytałam o wentylację między pokojami. Vincent go nie wyczuwał, ale ja czułam go coraz mocniej przy dekoracyjnym kratowniku.
Kiedy spytałam, kiedy ostatnio sprawdzano system, odpowiedział, że nie wie. Automatyka domu obsługiwała wszystko. To nie była odpowiedź, której szukałam. Zauważyłam też coś jeszcze: stojąca za nami pani Harper nagle upuściła stos ręczników i spojrzała prosto na kratkę wentylacyjną.
Jej twarz mówiła jedno: ktoś w tym domu wiedział o tym zapachu znacznie więcej, niż chciał przyznać.
W tamtej chwili stało się jasne, że odpowiedź mogła być ukryta nie w szpitalach ani w luksusowych klinikach, lecz właśnie w samym domu. A ja dopiero zaczynałam rozumieć, jak głęboko sięgała ta tajemnica.
To dopiero początek historii o rodzinie, której pozornie idealny świat skrywał coś bardzo niepokojącego.
